do debiutu szykuje się kolejny pośrednik rodzinna firma Lecha i Łukasza Drągowskich AD Drągowski. Co ich różni od konkurentów z Krakowa? Nieco dłuższy staż na rynku, bo firma działa już od połowy lat 80., duża rozpoznawalność marki w województwie mazowieckim, o dwa więcej punkty obsługi klienta i własne wydawnictwo. Niewiele, bo tak naprawdę ścieżka rozwoju w przypadku ponad 40 tys. działających na polskim rynku pośredników nieruchomości jest podobna. Na początek potrzebne jest biurko, komputer, telefon i obrotny agent z licencją, których notabene według Centralnego Rejestru Pośredników w Obrocie Nieruchomościami jest mniej niż 7 tys., a więc duża część firm działa w szarej strefie.
Później w zależności od aktualnej sytuacji na rynku nieruchomości oraz zaradności agenta, klienci go sobie polecają, albo odchodzą rozżaleni. Dokładnie tak samo zaczynał Lech Drągowski, założyciel i główny udziałowiec spółki, z wykształcenia prawnik. Najpierw działał w pojedynkę, a potem do zawodu przyuczał sekretarki z firmy, zdarzało się, że do współpracy zgłaszali się klienci.
- Działamy od lat, a w tym biznesie najważniejsza jest renoma mówi Łukasz Drągowski, prezes spółki i syn założyciela. Młody Drągowski wierzy, że na rynku wtórnym, na którym skupia swoją działalność jego firma, nie będzie zastoju. - Ludzie zawsze będą zakładać rodziny, rozwodzić się, umierać i rodzić dzieci, zmieniać mieszkania mniejsze na większe i odwrotnie, dlatego możemy liczyć na ciągły ruch w interesie dodaje.
Ponieważ większość obsługiwanych przez spółkę transakcji to transakcje zamiany, większą część pieniędzy od inwestorów (10 mln zł) Drągowscy chcą wydać na zakup lokali od klientów, aby potem z zyskiem obracać nimi na rynku. W przyszłości chcą też przekształcić swoją spółkę Reiton Plus w fundusz inwestycji w nieruchomości.
- Najbardziej interesują nas nieruchomości, które mają największą płynność i które najłatwiej sprzedać. Mieszkania jedno- i dwupokojowe sprzedają się w ciągu jednego lub dwóch miesięcy. Pozyskanym kapitałem obrócimy kilka razy w roku, na samej prowizji spółka zarobi 20 procent twierdzi Łukasz Drągowski. Do inwestycyjnych pomysłów sceptycznie podchodzi Mariusz Kania, prezes Metrohouse. Wylicza, że na to trzeba naprawdę dużych pieniędzy, a nie kilku czy kilkunastu milionów, które wystarczą na zakup paru domów. Agencja nigdy nie ma gwarancji podaży, bo z czym zgłosi się klient, trudno przewidzieć, a VAT od sprzedaży mieszkań może zjeść jej cały zysk.